Pierwsze spojrzenie, pierwsze wrażenie, oszołomienie (pozdrawiam Basiu)… 
ciężko znaleźć polski odpowiednik tego słowa. O co więc chodzi? 

First look.
W Polsce ten „zwyczaj” jest jeszcze stosunkowo młody, ale pary coraz więcej czytają i oglądają, przygotowując swój wielki dzień. W związku z tym ostatnio bardzo często spotykam się z pytaniem „jak zorganizować ten cały first look?”. Moment, w którym para młoda widzi się poraz pierwszy w dniu ślubu, jest niezaprzeczalnie magiczny. W  sumie to jedna z ważniejszych i bardziej przejmujących chwil w tym dniu (choć wiadomo, jest ich wiele). I daleko mi tutaj do słodkich przesadzeń czy wielkich słów (to nie w moim stylu), naprawdę piszę szczerze – nawet dla mnie zza aparatu ten moment jest wyjątkowy.

Dlaczego? Po co? Komu to potrzebne?
Każda para młoda chce, aby ten dzień był niezapomniany. Najważniejszy w ich życiu. Magiczny. No dobra, przynajmniej każda panna młoda tego chce. I ja się wcale nie dziwię (nie tylko dlatego, że jestem kobietą i w przyszłości być może także panną młodą). Dzień ślubu składa się z kilku ważnych momentów, na które czeka każda para młoda. Zorganizowanie w piękny sposób first looka pozwala dostarczyć w tym dniu jeszcze więcej wzruszeń, emocji i niezapomnianych wspomnień (bez owijania w bawełnę, serio tak jest).
Lśniące od łez oczy przyszłego męża, przepiękna panna młoda w swojej wymarzonej sukni ślubnej, czułe słowa i zwyczajnie po ludzku te cudowne kilka minut, w których możecie przyjrzeć się sobie, przytulić mocno, będąc jeszcze sam na sam (no dobra, nie licząc fotografa i czasami filmowca, ale my siedzimy cicho jak mysz pod miotłą, a towarzyszące Wam emocje pozwalają o nas zapomnieć). To chwila, w której patrzycie sobie w oczy i mając czas na refleksję myślicie sobie „okej, a więc to dzisiaj, to naprawdę się dzieje”.

Co jest w tym momencie istotne?
Bycie sam na sam. Widzę różnicę pomiędzy first lookiem w domu, gdzie czekają już wszyscy wystrojeni goście, a first lookiem np. w lesie, w ogrodzie, gdzie możecie być sami. Towarzystwo osób trzecich sprawia, że para młoda poczuwa się w obowiązku zająć się swoimi gośćmi (co przecież nie jest niczym dziwnym). Mimo to są takie domowe first looki (wyjątki od reguły), które naprawdę miło i fajnie wspominam. Bywa, że goście wprowadzają ciekawą atmosferę oczekiwania, co silnie podkręca emocje (tak jak tu na zdjęciu niżej w dniu ślubu Olgi i Cypriana). Tutaj też mieliśmy dobre warunki, mieszkanie było przestronne i jasne, bez problemu pomieściło trochę więcej osób.

Jak zorganizować first look?
Czy potrzebujemy pięknego ogrodu przed domem? Nie zaprzeczę, że to cudownie, gdy jedno z Was taki ogród posiada i jest możliwość „pierwszego spojrzenia” w tym właśnie miejscu. Ale jeśli nie dysponujecie ogrodem pod domem, wystarczy naprawdę samotny skrawek ziemi, kilka drzew, pusty sad, jakiekolwiek naturalne miejsce, w którym możecie się zobaczyć poraz pierwszy. Wspaniale, jak uda się zorganizować ten moment blisko domu/mieszkania, ale przykład Agnieszki i Patryka pokazał mi, że nie jest to wcale koniecznie. Z pomocą filmowca zorganizowaliśmy niezapomniany first look… w lesie. Przywieźliśmy Agnieszkę z miejsca jej przygotowań do lasu, gdzie Patryk już czekał w umówionym miejscu. I co tu dużo mówić… Wyszło pięknie.

Oczywiście, żeby była jasność – first look w mieszkaniu nie jest wcale gorszy od takiego w lesie czy w ogrodzie (o tym świadczą zdjęcia). Jest po prostu inny. Jeśli lubicie naturę i wzruszenia, to warto zainteresować się tematem i podpytać fotografa o możliwość uwiecznienia tego momentu w jak najbardziej intymny sposób. Osobiście bardzo lubię fotografować tę chwilę, widzę po moich parach, że to niezapomniany i piękny czas, który fajnie będą wspominać za te x lat… Lekcja z tego wpisu płynie jak zwykle zresztą w ślubnych sprawach jedyna – dzień ślubu to WASZ dzień, zorganzujcie go po swojemu :).